Wybieramy hobby

Przyjmijmy, że jest człowiek, chętny i zdeterminowany, aby zrealizować się w jakimś hobby. Może motorowodniactwo? Nie. Może wioślarstwo? Nie. No to może coś innego związanego z wodą? Tak – wędkarstwo. Czyli – wybrał. Skoro wybrał musi uzyskać zezwolenie, które pozwoli mu wędkować w naszych pięknych i ponad wszelką wątpliwość rybnych wodach. Podstawa to karta wędkarska. Ten dokument to pierwszy stopień kopania wędkarza w tyłek zgodnie z prawem. Aby jednak zdobyć kartę wędkarską nasz adept musi złożyć wniosek o wydanie tejże karty oraz zdać odpowiedni egzamin przed „nadzwyczajną” komisją egzaminacyjną, która powoływana jest w tym celu oczywiście zgodnie z prawem.

Zgodnie z prawem pobierana jest także pierwsza opłata od potencjalnego hobbysty wędkarza za to, że komisja chce egzaminować. Do tej kaski dołącza się np. starosta, który po zdanym egzaminie domaga się opłaty za wydanie tak pożądanej karty. Hobbysta zdał, zapłacił tu i tu, więc otrzymał kartę wędkarską, która jest administracyjno prawną formą reglamentacji prawa do powszechnego korzystania z wód w formie amatorskiego połowu ryb.

Człowiek z kartą jest wreszcie szczęśliwy, bo może już korzystać ze sprzętu wędkarskiego, udać się nad wybrany zbiornik, wypoczywać i w ciszy i spokoju łowić okazy polskich wód.

Pomalutku – do tej całej sielanki musi dodać kolejną opłatę już za możliwość wędkowania, bo sama karta oznacza, że wędkować tylko potrafi.

Co zatem musi nasz hobbysta zrobić. Oczywiście musi wkupić się w łaski tzw. organu nadzorującego szaber polskich wód, jakim jest PZW. Bez bycia jednym z ważnych członków tej organizacji musi zapłacić, jako tzw. niezrzeszony. W tej formie buli np. na Śląsku całe 300zł.(inny okręg to może być nawet 600zł). Wybór ma prosty – zapewne się zrzeszy. W tym celu udaje się do jednego z kół wędkarskich w swoim okręgu.  Nadmienię, że okręgów mamy 49 a nasz bohater wybrał ten najbardziej rybny – Katowicki. Zdecydował się na koło pod nazwą Drążymy Zawodowo i tam dokonał dodatkowych opłat. W sumie wydał jakieś +- za wszystko 226zł.

Teraz z jeszcze większym zapałem udaje się nad wybrane łowisko. Wypełnienie pustej kieszeni po szmalu stanowią już tylko karta wędkarska, legitymacja członkowska, pierwszy rejestr i pierwszy wykaz oraz profilaktycznie regulamin RAPR. Wagowo – pakiecik makulatury. Dotarł, więc nad wybraną wodę i staje przed tablicą informacyjną. A co tam – poczyta. Więc wpatrując się w literki coraz szerzej otwiera oczy i dowiaduje się ze wybrany zbiornik jest oczywiście we władaniu jego, koła ale obowiązują go dodatkowe opłaty.

Zmartwiony i troszkę zniesmaczony, choć nadal uczciwy hobbysta odbywa pielgrzymkę powrotną do swojego koła po wspomnianą licencję. W kieszeni papiery, ale nimi nie zapłaci, bo za nie już płacił. Udaje mu się jednak odnaleźć złotą kartę płatniczą i po wybraniu całych 3 stówek opłaca dodatkową licencję. Nikt go do tego nie zmuszał, ale on chce łowić tu i teraz. Zapłacił.

Jest szczęśliwy, ale czy naprawdę tak bardzo chętny teraz łowić? Starać się spełniać w swoim hobby? Może nam potem odpowie. Na razie siedzi i próbuje łowić (co łowić? wiedzą tylko ci, którzy praktycznie zarybiają a raczej wygrabiają jego wymarzone rybne wody).

Policzmy jak się z kasą obstał nasz hobbysta. Wydał już łącznie 526zł i nie złowił jeszcze nic.

Zapewne, choć rozsądne łowienie zrekompensuje mu wydatek, aby kilka razy w roku zjeść na kolację złowioną rybkę. Niestety, zonk. Może i łowi, ale nie o takim gównianym hobby marzył. Chciał łowić ryby, spełniać się, uwieczniać swoje wyprawy i rekordy a tu – zonk. Nie bierze nic. Pomyślał może taki czas. Kolejnym razem połowię na innej wodzie bo nie ograniczy się tylko do opłaconej licencyjnej.

Odbył zatem kolejną wyprawę równie sucha co poprzednia ale zaczął myśleć o dostępie do odległych wysp aby tam móc łowić. Jak to zrobić? Ano trzeba mieć łódź albo ponton. Wybór padł na ponton. Kupił go już za pożyczone pieniądze od szwagra. Wydał półtora tysiaka. Ale żeby mieć ponton, pływać i wędkować swobodnie to niemożliwe. Musi ponton zarejestrować a potem ślicznie oznaczyć numerem jakże cennym. Wygrzebał zaskórniaki i ponton zarejestrował i numerami oznaczył.

Już teraz prawie jak wielbłąd obładowany z makulaturą biurokraty w kieszeni stawił się nad wodą. Odsapnął i zaczął swoją przygodę z wędkarstwem na całego. Pływał, sypał i łowił. Nawet nieźle mu szło. Chciał być nad wodą ile się tylko da. Spał więc pod parasolem a następnie w namiocie. Koczował i spełniał się w swym hobby na maksa.

Ale jak to w życiu bywa musiał doznać rozczarowania bo wnet jego ukochany okręg dowalił mu z grubej rury i pontonu za kasę szwagra w pełni wykorzystać już nie może. No w sumie może nocą bo w dzień musi ustępować miejsca trolingującym gamoniom którzy muszą sprawdzić co za szmelc w wodzie stoi kiedy ten na brzegu wywozić nie może. Ok. Jest twardy – zniesie to ale coraz częściej zastanawia się czy to prawidłowe hobby wybrał?

Jeszcze nerwy wytrzymują, jeszcze chęć ma więc próbuje. To pod brzeg to pod pobliskie drzewo. Nocą kosi wodę na odległe miejscówki i tak aż do pamiętnego czerwca. A w tym czerwcu doznał maksymalnego – szału? Nie … to nie szał to już coś więcej, to już czysta dyskryminacja. O co chodzi.

Nie może już przebywać i spać nad swoją ulubioną wodą bo 12h to za długo na pobyt. Dojechać też mu za bardzo nie wolno nie wspominając o noclegu dłużej w jednym miejscu jak wspomniane 12h.. Teraz naszego hobbystę wędkarza nachodzą już myśli straszne. Co zrobił nie tak ze z każdej strony kopią go w tyłek. Przecież u starosty zapłacił a potem zapisał się żeby członkować i też zapłacił a potem dla własnego spokoju kupił ponton. No, ale i tym razem ktoś go w tyłek kopie, bo pływać nie może a kiedy nadszedł czas wynieść się znad wody do tak chce RZWGW to pyta, kim jest.

Może ktoś odpowie, bo to nie trudne. Jesteś hobbysto wędkarzu jeleniem kopanym w tyłek zarówno przez państwo jak i organ wykorzystujący, jakim jest PZW i organ wydzierżawiający, jakim jest państwo i inne jak RZGW. Każdy traktuje cię jak dojną krowę bez praw. Oj przepraszam – masz hobbysto prawo – wypiąć dupę żeby cię ktoś mógł jeszcze skopać a może i coś więcej :). Jednorazowo wydałeś ponad 2000zł za stosunek doodbytniczy z betonem zwanym PZW.

3 Responses to Wybieramy hobby

  • Paweł k. says:

    Witam.
    Tekścik faktycznie na ostro 🙂 Sądzę że rozgoryczenie dotyka już sporą część wędkarzy. Może polityka PZW się kiedyś zmieni i wędkarz będzie partnerem w tym związku a nie tylko dojną krową dla utrzymania struktur i ich zabawowego trybu trwonienia naszych pieniędzy.
    Pozdrawiam

  • KRON says:

    Ja jako osoba która lata wstecz nabyła uprawnienia do wędkowania na wodach skarbu państwa dzisiaj mówię – takie państwo mam w dupie. Takie państwo które nie radzi sobie z zarządzaniem wodami i oddało je za free krwiożerczej instytucji zwanej PZW (Polski Związek Wyjebanych) aby kosztem zwykłego wędkarza mogła ona zrobić państwo w państwie. Także inne instytucje posiadające i oddające (częściowo odpłatnie) swoje wody dla sławetnego szkodnika PZW są instytucjami pozbawionymi moralności. Dziś wędkarz służy jednemu – płaceniu. Nie otrzymuje nic więcej poza znaczkiem w legitymacji. Wody puste, jałowe i okradzione niejednokrotnie przez samych działaczy którzy kradną nasze wędkarskie pieniądze zgodnie z prawem. Tak jest i tak będzie dopóki nie wymrzecie. Osobiście wypinam na was, na całe PZW mój własny tyłek – Dość.

  • pyniek says:

    Ja bym dodał jeszcze jedno… >>Gdy wrócił nad wodę, z opłaconą licencją w kwocie 300PLN, na tablicy zastał nową informację: „Trwa zarybienie. Zbiornik wyłączony z wędkowania na 2 tygodnie”<< – tutaj ukłon w stronę Szymanowic 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy