W dobie kulki – zanęta

Ostatnie dwa sezony utwierdziły mnie w przekonaniu, że karpiowanie z zastosowaniem samych kulek proteinowych i pelletów stało się zbyt statyczne a przy tym zbyt drogie. Wiele firm rodzimych i zagranicznych, których na rynku coraz więcej prześciga się w proponowaniu nam karpiarzom specyfików niezawodnych. Kulki i pellety wszelkiego rodzaju mają być złotą przynętą na karpie czy amury. Każdy chwali swoje a upewniając nas w wysokiej jakości własnych produktów winduje ich ceny wręcz kosmicznie wysoko. Jako klienci mamy świadomość, że musimy zapłacić, ale czy wszystko naprawdę warte jest swojej ceny? Śmiem wątpić. Marketing, promocje i deklaracje producentów działają zachęcająco – na nas. Nasze oczekiwania przed rozpoczęciem sezonu wędkarskiego są zawsze duże. Mamy nadzieję, że poczynione zakupy w szybkim tempie zrekompensują nam zimowe oczekiwanie na branie. Sami sobie wmawiamy, że posiadamy „cud” przynęty i to właśnie one pozwolą nam wyłuskać z wody te największe. Przecież te wydane kilkaset nierzadko nawet tysięcy złotych plus zapewnienia producenta muszą o czymś świadczyć. Niby tak ale … Mało kiedy wiemy o tym, że cuda przynęty testowane są na wodach małych, pełnych drobnej ryby czy na łowiskach typowo komercyjnych. Nie dopuszczamy do siebie informacji, że dana przynęta musi w naszych wodach spędzić trochę czasu zanim nasze łakomczuchy zechcą ją pobierać.

Rozczarowanie z reguły przychodzi po pierwszej, drugiej zasiadce. Wtedy zaczynamy zastanawiać się czy dokonaliśmy trafnych zakupów, czy to naprawdę zagwarantuje nam sukces. Bywa różnie. Zastanawiamy się co powoduje że ryba nie bierze tak jak byśmy tego oczekiwali. Pomijam aspekt pogody, bo ona rządzi wszędzie i zawsze, ale mimo to ryba powinna brać. Nauczyliśmy się łatwego, karpiowania. Nie wystarczy kupić i wysypać. Zresztą większość z nas od dawna swoje podboje ogranicza do wód specjalnych czy komercyjnych a mimo to i tam zdarzają się nam porażki i wpadki.

Jest zatem jedna rzecz, która według starych zasad stanowiła obok kukurydzy bazę do zanęcania. To stare i kiedyś bardzo skuteczne zanęty. Wmawianie sobie, że kulkami eliminujemy drobnicę jest nie do końca prawdą. W czym tak w zasadzie ta drobnica przeszkadza? W niczym. Jest tzw. niechcianym przyłowem. Oczywiście w przypadku wywożenia zestawów na dalekie odległości – jest. Praca na łowisku na dalekich dystansach to męczące zajęcie, ale ilu z nas aż tak daleko łowi? Niewielu. Większość czasu spędzamy na wodach gdzie łowimy na rzut.

Poprawa skuteczności przychodzi w momencie zastosowania zanęt. Kiedyś to one ratowały nam „tyłki”, kiedy po drobnicy wchodziły w łowisko większe ryby. To właśnie zanęty, o których zapominamy powodują to, że po pierwsze nasze portfele nie chudną tak jak przy grubych zakupach a po drugie podnosimy swoją skuteczność. Kto zaprzeczy, że nigdy zanęt  stosował a dziś omija i zasłania się specyfikami krótko mówiąc renomowanymi? Mało kto chyba. Jak wspomniałem wcześniej, karpiowanie stało się statyczne. Posiejemy, poczekamy i zobaczymy. Moja ostatnia zasiadka ponownie umocniła mnie w przekonaniu, że zanęta jest tym, z czego niepotrzebnie zrezygnowałem na zbyt długo. Po dwóch dniach grubego nęcenia (nie mylić z ilością) okazało się, że proste rozwiązania są skuteczne.

Ktoś powie OK. Zanęty także bywają drogie. Zgadza się, ale nikt nie każe nikomu dokonywać zakupu zanęt oznaczonych logiem „cud”. W zanętach, w producentach zanęt mamy tak samo duży wybór zarówno w cenach jak i jakości ale i tak są tańsze niż niejeden kilogram kulek za 50 – 60 a nie raz i więcej złotych. Moje zanęty zamykają się w kwocie od 5 do 25zł. W większości są to zanęty w okolicach 10 – 15 złotych.

Wspominam w tym artykule o zanętach, bo sprawdziły mi się zarówno na wodach komercyjnych, łowiskach specjalnych jak i na dzikich wodach zniszczonych przez system PZW oraz na rzece. Woda komercyjna pokazała, że zanęta jest dla karmionych latami ryb nowym – starym rarytasem. Są odmiennością od non stop stosowanych kulek czy pelletów. Na wodach licencyjnych gdzie do niedawna każdy wsypywał do wody zanętę teraz króluje grupa „pasza”. Wszyscy liczą na kolosy, ale różnorodność smaków, aromatów zmieniła jakość i ilość brań ryb dużych. Presja robi także swoje. Również i ją eliminuje zanęta. Na wodach spustoszonych przez system zanęty także pomagały mi wyłuskać pozostałości w rybostanie i nie rzadko duże. Na żwirowni niejednokrotnie podanie zanęty a następnie używanie jej na jednym zestawie, jako metoda podnosiły skuteczność wędkowania.

Pozostaje jeszcze jedna ważna rzecz w temacie zanęt. Zawody wędkarskie. Te spławikowe mnie nie interesują. Dla karpiarza ważne są te trwające długo. Czy zadawaliśmy sobie przed wyjazdem pytanie czy aby zanęta nie pomoże w rywalizacji? Ja mam ze sobą kilka lub kilkanaście zanęt w pogotowiu. I tutaj pomagały mi osiągać lepszy wynik od stosowania samych kulek czy pelletów.

Nie namawiam nikogo, aby drastycznie rezygnować z własnych zasad nęcenia i łowienia. Proponuję minimalne zastanowienie się czy przynęty „cud” są tym, co przynosi nam satysfakcję do końca.

Stosowanie zanęt gotowych to jedno ale bazy do zanęt także można tworzyć samemu. Podstawowe składniki popularne dostępne są za naprawdę niewielkie pieniądze. Jeśli ktoś chce swoje zanęty wzbogacić na całego to wypełniaczami baz mogą być wszelkiego rodzaju ryby w olejach i nie muszą to być tak popularne tylko szprotki. Zmielona wędzona makrela także się nadaje nie wspomnę o surowych także zmielonych np. stynkach. One akurat są drogie w zakupie ale nie trzeba ich nam więcej jak 20 – 30 dkg na 2 kg zanęty. Przy własnych bazach stosowanie olei rybnych to dodatek smużący i dobry nośnik drobin.

Jak widać pole do popisu mamy ogromne a powrót do korzeni nie jest niczym wstydliwym jak się wielu wydaje. To nie jest łamanie kanonu że tylko kulka jest skuteczna. Zanim ona trafiła nic nie pomagało mocniej w łowieniu okazów jak zanęta.

Reasumując – wracając do podstaw albo próbując stosować zanęty, nasze karpiowanie może stać się tańsze. Przynieść ukojenie dla naszego portfela. To może być ciekawe rozwiązanie które może i pozwoli zabić nudę na zasiadkach. Zanęta może nam pomóc na łowiskach a co więcej może okazać się skuteczniejsza od nęcenia samymi kulkami.

Kulka proteinowa na włosie pośród dodatków i rozsypanej zanęty stanowi bardziej atrakcyjny kąsek niż leżąca w kopcu innych podobnych do siebie.

PS. W artykule celowo nie podaję nazw firm których zanęty stosuję aby ten wpis nie został potraktowany jako sponsorowany. Podam jednak aromaty zanęt jakie stosuję.

  1. halibut (producent krajowy)
  2. halibut + ryba + dodatkowo tran (producent krajowy)
  3. marine halibut stick mix (producent zagraniczny)
  4. marine halibut (producent zagraniczny)
  5. red metod mix (producent krajowy)
  6. truskawka (producent krajowy)

One Response to W dobie kulki – zanęta

  • Zibi says:

    Święte słowa, nie ma nic gorszego nad wodą jak rutyna. Przy dzisiejszej presji trzeba uciekać się często do metod które już dawno zapomnieliśmy, albo nie chcemy pamiętać. Nie dalej jak parę dni temu dostałem baty od dwóch młodych synków którzy łowili po prostu na skórki od chleba z powierzchni i raz po raz wyciągali coraz to większe misiaki, a ja ze swoimi kulkami za kilkadziesiąt złotych mogłem się tylko przyglądać i płakać nad swoją bezradnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy