Prawie mnie … pokonał

Jeśli mam patrzeć na tę zasiadkę w tej kategorii, że zostałem pokonany to odpowiem, że – częściowo tak, ale było wiele zmiennych, które się do tego przyczyniły. Wcześniejszy armagedon nad Wielkopolską, który łamał drzewa, zrywał dachy i dolewał wszędzie wodę litrami a do Rybieńca chyba aż nadto. Podnoszący się stan wody … codziennie o kilka centymetrów, wiatry dmuchające z krańca wody w drugi i zakwit wody. Można mówić – baletnicy przeszkadza … to jakoś tak idzie … nic mi nie przeszkadzało. Miałem czekać więc czekałem.

Rybieniec potrafi być urokliwą wodą. Pierwszy raz widziałem palące się słońcem trzciny. Zachęcający widok aby położyć właśnie tam zestawy. Wyszedł spod nich …

Z dnia na dzień od rana do nocy – czekałem. Obserwowałem echosondę choć nie zaznaczała ani jednego pinga. Patrzyłem przez lornetkę pod drugi brzeg ale nie widziałem nic. Ani spławu ani jakiegokolwiek ruchu pod powierzchnią. Czekanie destabilizowało mój plan na ryby … zaznaczę ryby a nie konie choć i takie w Rybieńcu są.

Jak miałem czekać to czekałem. Zaliczyłem w tym czasie kopniaka cierpliwości który czuję do dziś. Przypomniał mi o tym czym to hobby miało być i czym dla mnie jest. Jest za każdym razem kolejną próbą wytrwałości i cierpliwości. Nigdy nie zdarzyło mi się wrócić z jakiej kol wiek innej wody poza moim rejonem zamieszkania bez złowienia ryby. Tu nieuchronnie miało tak się stać. Niestety Szanowny Panie Rybieńcu – miałem brania i udało mi się zabrać jedną z twoich ryb i położyć na macie. A potem jeszcze kilku speców z Addera też tak zrobiło. A jak to w sumie było … to popatrzcie na fotki z moim miłym albo i nie … komentarzem.

Ekstremalnie i tutaj można łowić. Za pasmo przybrzeżnych trzcin i ja stawiałem zestawy. Była nawet opcja rwać kabana ze strzałki mono z kilogramami ziela jakie zawisło nad rybą. Bywa … ona wygrała.

Człowiek robił co mógł aby dorwać ryby … dwoił się i troił ale nic to nie pomagało … trzeba było próbować nadal.

Taki sobie mały hard core żeby zestaw poprowadzić wzdłuż brzegu w wybraną wyrwę w zielu …

… o właśnie ta tam w oddali – trzeba było próbować i prawie, prawie się udało …

 

Stawanie na głowie nie tylko mnie dopadło … w pewnej kwestii było nawet załamujące.

I ja pewnego popołudnia też miałem wywalone ale coś zaczęło się w wodzie zmieniać. Pokazały się na echo pierwsze pingi i …

Zjawiła się ekipa – mocna ekipa. Na pewien czas trzeba było zapomnieć o kabanach … warto było. Niepełny skład na foto ale to zajebistość w czystej formie poza tym …. więcej zajebistości … czyli

202 % do zajebistości – 2 x „KK” i wszystko w temacie. A mając na uwadze to ze nadal chciałem złowić kabana przeczytałem scenariusz chopa w czerwonych okularach 🙂

Daniel Owsiak  jakoś coś gdzieś ale po co i dlaczego? Czemu jak i gdzie? Czasem nie wiem co on i czemu 🙂 Mimo tego zaryłem z wody to po co przyjechałem.

Dało się? Dało – a jeśli ktoś nie wierzy w kabany z Rybieńca to proszę poniżej jest i on … A jam ci go nęcił jam ci 🙂

20,20kg …. kabana Szamana

Tak się kończy moja przygoda z Rybieńcem. Nie wiem kiedy tam znowu zawitam ale póki co daję cmoka i spadam do domu.

CZEŚĆ BANDA …. pozdrawia Kron.

 

 

 

2 Responses to Prawie mnie … pokonał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy