Nudny, wigilijny karp

Kult karpia, szczególnie w okresie świątecznym w naszym kraju sięga już chyba zenitu. Zenitu głupoty rzekłbym. Bo zabronić komuś stawiać smażonego cyprinusa na świątecznym stole uważam za typowe zakłamanie. Namawianie innych do akcji typu – uwolnić karpia jest na podobnym poziomie. Może to drugie ma jakiekolwiek wytłumaczenie, gdy robi się to w towarzystwie dzieci, w towarzystwie młodzieży. Może to mieć poparcie, (choć jest niezgodne z prawem), bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że taki młody człowiek będzie miał szacunek w przyszłości do łowionych ryb, gdy będzie chciał być wędkarzem.

Poza tym kwestią problemową dla wielu jest zasada C&R a zabieranie karpia na patelnię szczególnie w ostatnim kwartale każdego roku. Mówię tak – albo jedno albo drugie. Jeśli to drugie to nie ma mowy o żadnej zasadzie poza tą określoną regulaminami PZW i danej wody. Ktoś łowi i wypuszcza, bo taką ma zasadę i trzyma się jej bez żadnych odstępstw. Ma do tego prawo. Drugi łowi żeby mieć przyjemność z jedzenia. Ok. Też może.

I gdzie tu problem? Problem leży w tym, że zwolennicy zasady C&R już nazbyt często i nazbyt natarczywie usiłują uświadamiać innych, że karp jest „święty”. Odpowiem. NIE JEST.

Dla wielu ludzi bez uwzględniania ilorazu inteligencji nadal jest szkodnikiem, nadal jest gatunkiem obcym i nadal trafia na polskie, świąteczne stoły.

Karpiarze łowią na różnych wodach. Na łowiskach komercyjnych, na dzikich na licencyjnych itp. Na wielu z tych łowiskach posiadają roczne zezwolenia gdzie legalnym jest zabieranie ograniczonej liczby różnych gatunków ryb a jeśli już nie może to istnieje opcja – kup sobie. Tak jest. Zatwardziały łowca z zasadą C&R nie skorzysta z okazji złowienia i zabrania żadnego z gatunków. Inny posiadający to samo zezwolenie już nie. Wychodzi z założenia, że ma do tego prawo i szczupaka, sandacza w komplecie z karpiem zabierze. Wolno mu.

Niejeden zatwardziały taki czyn uzna za mało szlachetny. No niby tak, ale co go to obchodzi?

Ja większości łowionych ryb nie zabieram. W zasadzie żadnych, które łowię a mam okazję niejednokrotnie czy w sezonie czy pod jego koniec rybę zabrać. Nie robię tego, bo zasada C&R jest dla mnie ważna. Nie martwię się tym, że złowionego karpia 3kg nie zabiorę i nie martwię się tym, że tego samego karpia ktoś inny zje. Nie interesuje mnie handlowy karp i to, że ktoś go potraktuje świątecznie. W ogólnym rozrachunku masa karpia w polskich wodach może stanowić masę nawet 50% wszystkich ryb. Te dane są wnioskiem z prac naukowych, jakich w sieci mnóstwo.

Mnie, jako wędkarza z zasadą C&R martwi, że część ryb stanowiących owe 50% to okazowe sztuki, które ja uwalniam z myślą o ponownym spotkaniu zaś inni chętnie zrobią z niego pulpety. To mnie smuci.

Ten mały handlowy karp, a jest go w wodach od groma jak komuś pasuje na świąteczny stół to niech go ma. Niech się cieszy, ale niech ma świadomość, że pozyskał go tylko po to, aby mieć na uwadze to, że giganty są celem innych wędkarzy. To jest ta rzecz, którą fanatyk powinien krzewić. To jest ten problem, jaki powinien rozwiązać dialogiem i merytoryczną dyskusją. „Święta wojna” z rybożercami i siłowe zakazy dla nich nie dają efektów.

Może lepiej żeby zjadł małego niż kolosa? Ktoś powie jak nie ma małego to duży nie urośnie. Odpowiem. Małe były są i będą – wszędzie i zawsze, bo tzw. karpiowy plebs wprowadzany jest do wód zarówno komercyjnych, licencyjnych czy dzikich bez umiaru i odłowienie hodowlanego karpia osobiście uważam za czyszczenie wody z plebsu i utrzymaniem równowagi.

Może się to komuś nie podobać, ale mam świadomość tego, że wody zagospodarowane karpiem, amurem czy tołpygą ponad stan w krótkim czasie stają się jałowe. Faktycznie zamiera w nich życie drapieżnika i ciekawej nierzadko roślinności.

Jeśli ktoś chce zarabiać na takim stanie pieniądze niech to robi. Ma własną dziurę z wodą i prowadzi sam sobie gospodarkę, która wcześniej czy później nie da mu już satysfakcji.

Broń boże nie namawiam do tego abyśmy my, ludzie z zasadami ogołacali każdą wodę z karpia czy amura itp. My czerpiemy z tego radość i przyjemność, kiedy możemy złowić i uwolnić. Tego się trzymajmy. Nie udawajmy także przy okazji, że nasza zasada C&R jest także naszym buntem w sprawie świątecznego karpia. Tradycja, choć dla wielu jak zwał tak zwał komunistyczna czy pogańska jest i istnieć będzie. I niejeden prawdziwy łowca z zasadami w święta te zasady w gronie rodzinnym łamie, bo zasmakuje w świątecznym karpiu z Tesko albo Reala. Tradycji musi stać się zadość.

Moja tradycja także zaowocowała rybką, ale ja już dawno zrozumiałem, że karp jest tradycyjną świąteczną rybką, która walory smakowe posiada żadne. Wybrałem filety z sandacza, choć musiałem go sobie kupić.

Wszystkim życzę zdroworozsądkowego myślenia, patrzenia w przyszłość i mniej stresu nad wodą w sprawie karpiowego plebsu. Sensownej walki o okazy nie tylko te nasze karpie, ale o każdy gatunek. To może pokazać, że nie jesteśmy fanatykami tylko poprawnie myślącymi ludźmi.

PS. Protoplaści zasady C&R, znakomici angielscy karpiarze nie chcą się przyznać głośno do tego, że na dzień dzisiejszy mają poważny problem z wodami gdzie jeszcze 20 lat wstecz poza karpiami pływały drapieżniki a brzegi porastały kolorowe roślinki. W wodzie były naturalne ostoje ryb a na dnie spotkać było zarówno raka jak i dorodne małże. Dziś zaczynają sami myśleć – gdzie popełnili błąd. To fanatyzm jest tym błędem.

Warto przeczytać  http://www.pzw.org.pl/pliki/prezentacje/1395/cms/szablony/3622/pliki/010_jgrabowska.pdf

2 Responses to Nudny, wigilijny karp

  • Wąsaty says:

    W wielu aspektach trudno się z tobą nie zgodzić Krzysiu. Nie we wszystkich. Choć staram się raczej nie wypowiadać głośno w sprawach dotyczących mojego podejścia do karpiowania ( a w tym zabierania złowionych ryb ) to tu z przyjemnością wtrącę swoje trzy grosze.
    Przede wszystkim zacząłbym od tego, że wędkarzem jestem już prawie pół wieku i od kiedy pamiętam zabierałem złowione ryby. Kiedy moją ulubioną, choć nie jedyną metodą łowienia stało się karpiowanie zacząłem stosować zasadę „złów i wypuść”. Po pewnym czasie zrobiłem kolejny krok do przodu – wypuszczanie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Do fanatyków nigdy jednak nie należałem. Karpiowanie staram się wiązać bardziej z szacunkiem dla złowionej ryby, niż z zakazem jej zabierania. Nie podoba mi się proceder zjadania ( a co może nawet gorsze sprzedawania) dużych ryb, ale niech pozostanie to w sumieniach tych, którzy to robią. Nie ma mojej zgody natomiast na bezmyślne męczenie ryb poprzez wyciąganie ich na brzeg bez podbieraka, rzucanie na trawę lub piach, czy wykonywanie z nimi idiotycznych sesji zdjęciowych.
    Nie ma chyba wędkarza, który nie pragnie złowić ogromnego okazu – to odwieczny instynkt łowcy. Wystarczy jednak pooglądać zdjęcia największych złowionych osobników i trochę poczytać, by przyszły do głowy pewne refleksje. Przecież te rekordowe to również najczęściej chore, brzydkie, najbardziej szkodzące i niepłodne. A może słuszniejszy byłby podział choćby na te piękne i pozostałe, albo jeszcze inny?

    Piszesz Krzysiu: „Wszystkim życzę zdroworozsądkowego myślenia, patrzenia w przyszłość i mniej stresu nad wodą w sprawie karpiowego plebsu. Sensownej walki o okazy nie tylko te nasze karpie, ale o każdy gatunek. To może pokazać, że nie jesteśmy fanatykami tylko poprawnie myślącymi ludźmi”
    Fajne życzenia, myślenie wydaje się poprawne. Jestem chyba za. Tylko to myślenie czysto egoistyczne. A gdzie tu dobro ogólne, gdzie dbanie o środowisko, o populację naszych ryb? A niech tam – róbmy swoje. Do zobaczenia nad wodą. Życzę sukcesów na miarę oczekiwań i ambicji.

  • KRON says:

    Dużo racji w Twoim komentarzu. Piszesz…. dbanie. O tym i o poszanowaniu kolejnym razem. Podoba mi się Twoje podejście. Rozsądne i prawidłowe. Pozdrówka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Partnerzy