Nowoczesne testy

Ostatnimi czasy nasiliły się w sieci różnego rodzaju testy sprzętu wędkarskiego głównie sygnalizatorów i całych zestawów odbiorczo nadawczych. Czy to w formie reklamy konkretnej firmy i związanych z nią ludzi czy to filmiki o lekkim zabarwieniu humorystycznym. Można by powiedzieć – same konkrety. Tylko ja to widzę lekko inaczej.

Zastanawia mnie kilka aspektów takich testów. Może tak nie do końca zastanawiają, ale w części dziwią. Dziwnym trafem nie często widać testy, opisy i fachowe tłumaczenia sprzętu z górnej półki jak sygnalizatory potentatów Fox lub Delkim albo choćby dobre Gardner ATT i to w tak dziwnych testach. Te ostatnie świecą i „grają” nawet w głębokim zanurzeniu jakby ktoś nie wiedział.

Jest kilka rzeczy, na które zwracamy uwagę jak zasięg działania, jakość wykonania, precyzja czy bezawaryjność.

W niektórych testach dochodzi także czynnik dewastacji, czyli np. działanie kory drzewa na obudowę sygnalizatora albo twardość buta na skopanie takowego gadgetu.

Widać rzuty do celu bądź trzaskanie sygnałami o „glebę” i w dalszym przebiegu testu udowadnianie, że nadal działa. Hmm jest to naprawdę miarodajny test. Tylko, co ma wytrzymałość obudowy i „bebechów” do długotrwałego, bezawaryjnego działania. Czy deszcz, słońce czy wiatr nie są najważniejsze, co nas powinno interesować? Do tego ten nieszczęsny zasięg? Zawinę temat w moją odpowiedź tak.

Dystans – uważam, że zasięg skuteczny w działaniu sygnał – centralka nie powinien urywać się wcześniej niż na 300 metrach w terenie otwartym. Niech to będzie minimum 250 metrów z przeszkodami. Przy tej odległości warto się zastanowić czy chodzi nam o informację o braniu, kiedy głęboko zaśniemy czy o uprawianie sprintu chcąc zaciąć rybę będąc na gościnnych występach daleko u sąsiadów. Bieg powrotny i tak niewiele daje, gdy ryba skutecznie wybierze linkę główną pod albo za zaczep. Nic wtedy nie poradzimy a jedyną pociechą jest to, że mamy świadomość przegapienia brania, mimo że wiedzieliśmy o nim.

Niezawodność – dla mnie deszcz, wiatr a zimą dodatkowo mróz jest wyznacznikiem, jakości. Szukałem, sprawdzałem i testowałem wiele sygnalizatorów. Ze względu na wymienione czynniki. Jest normalne, że podczas wiatru ważny jest głos. Tonacja i decybele. Polski producent proponuje XRC z dożywotnią gwarancje. Fakt – ulepszał je kilka lat nawet dodatkowym kablem wyprowadzanym za obudowę na pewno nie dla poprawy wizerunku a głównie, jakości zasięgu. Ok. nie są złe. Czułe i dobrze wykonane do tego odporne na deszcz. Jednak ich głos – ehhh to dla mnie nie było to. Flajzar czy JRC – to to samo w sumie – też miałem okazję sprawdzić – także niezłe. Nie podchodziły mi po Delkimach i Foxach żadne inne. Dobra we Flajzarach jest możliwość ustawienia czujek – to jest dobry pomysł.

Cena – to dziś jest główny wyznacznik dla każdego nowego nabywcy sygnalizatorów. Za każdym razem pytania, – co polecacie, co dobre i tanie albo gdzie kupić porządny zestaw.

Też kiedyś miałem podobny dylemat. Dziś mam to, co mam. Nie żałuję, choć tęsknię za starymi modelami Delkima.

Powiem tak – mam dobre, sprawdzone i częściowo drogie. Mogłem je kupić od razu, ale łopatologicznie chciałem wiedzieć, co tańszego też jest poprawne. Moje testy opierały się głównie na pytaniu kolegów, producentów i szukaniu opinii w sieci. Długo to trwało zanim zrozumiałem, co chcę mieć na lata. Po zakupie nie dokonywałem testu obijając nimi drzewa czy korzeni w ziemi. Nie wrzucałem ich do wody z głupią miną na twarzy i nie skakałem po nich jak baran w nadziei, że je zniszczę. Nie po to je kupiłem.

Jak chcę się bawić u znajomych za cyplem centralkę zostawiam partnerowi a sprawę kontroluję, co jakiś czas przez walkie, talkie. Wracam spokojny a niezdyszany i mam pewność, że branie ktoś zauważy i spożytkuje je. Jak chcę spać ściszam je zaś głośność centralki ustawiam pod siebie a nie dla sąsiadów czy kolegi w namiocie obok. Jak widzę nadchodzący deszcz i wiatr zmieniam odpowiednio wcześniej ustawienia żeby przez szybę w namiocie nie patrzeć na stojak jak przygłup z mordą przyklejoną do drzwi.

Jak będę chciał porzucać sygnalizatorami albo topić je w wodzie lub zrobić sobie z nich chodnik to zwrócę się o to do tych, którzy tworzą testy fizyczno – siłowe i będą chętni przekazać mi swój sprzęt do bezpośredniej konfrontacji.

Tymczasem proponuję kilka nowych testów. Może ktoś spróbuje opisać wyniki i spostrzeżenia.

  1. Test nośności stojaka karpiowego, – na którym usiądzie największa ilość karpiarzy zanim się załamie.
  2. Test uciągu wędek karpiowych – zatrzymanie ciągnika rolniczego np. na kiju 3lb zanim się zakopie.
  3. Test wytrzymałości plecaka albo torby – zapakować kamieniami albo piachem i sprawdzić jak daleko nogi poniosą zanim odpadnie dno.
  4. Test namiotu na wodoodporność – zostawiając go zanurzony na tydzień po czubek w wodzie.

Można by jeszcze kilka testów wymyślić tylko czy wyniki będą potem komuś potrzebne?

PS. Zapomniałem dodać, że od pewnego czasu są centralki, w które można wgrać polifonię. Ryk krowy, szczekanie psa albo odgłos orgazmu jakiejś laseczki. Też można.

Źródło foto – internet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Partnerzy