Można i tak nr 2

Nieznośne upały zmobilizowały nas do wzięcia dwóch dni urlopu i wyjazdu tam, gdzie z pewnością łatwiej takie piekło przetrzymać. Wybórł padł oczywiście na agroturystykę Pana Mariana (patrz „Można i tak „) Tam zawsze wiemy czego możemy się spodziewać i czujemy się dziwnie mocno związani z tym miejscem. Kiedy zadzwoniłem by zarezerwować pokój dowiedziałem się , że na łowisku ktoś na mnie czeka. Jakiś czas temu odebrałem telelefon od młodego człowieka. Przedstawił się jako miłośnik karpiowania i poprosił o kilka porad dotyczących łowiska, na którym planuje spędzić kilka dni z rodzicami, a ja w/g właściciela znam tą wodę jak mało kto. Los sprawił, że mogliśmy się spotkać i pogadać . Młody człowiek wykazał się sporą wiedzą o karpiowaniu, ale będąc już tydzień na łowisku nie miał niestety kontaktu z rybą. Wystarczyło jednak zmienić kilka rzeczy, zwłaszcza dotyczących zestawu końcowego i młodszy kolega w ostatnich dniach pobytu złowił trzy fajne karpie. Miło, że mogłem pomóc.

Gorączka dawała się we znaki, więc liczyć na żerowanie ryb można było jedynie nocą i wczesnym rankiem. Już pierwszej nocy udało się przechytrzyć dwa średniaczki, a rano, na macie zameldowała się pięknie wygarbiona dziewiątka.

Kolejne godziny to raczej ucieczka przed słońcem i próba walki z ogromną duchotą. Oczywiście był to czas na przyjacielskie rozmowy i przemyślenia dotyczące strategii łowienia, nie mówiąc już o przygotowywaniu zanęty i siateczek PVA. Ryby w tym czasie zwolna snuły się po powierzchni wody. Aktywne natomiast były kaczki, łabędzie i przyjazny kot, który żebrał o jakiś smakołyk i upominał sie o głaskanie i drapanie.

Kolejna nocki i ranki to kolejne ryby, a w tym dwie ładne i waleczne ósemki. Po fotografii jednej z nich widać, jak mocno dawało nam się we znaki słoneczko.

Jednak to wszystko co najlepsze miało być być jeszcze przed nami. W sobotę kończącą nasz wyjazd, około godz 8.00 nastąpił atrakcyjny odjazd na jednej z moich wędek. Na włosie mały pellecik podniesiony owocowym pływakiem i zadipowany w kiełbasianym aromacie. Ryba nie dawała większych szans na kontrolę i przepłynęła kilkadziesiąt metrów wdłuż trzcin, szukając jakiejś zawady. Byłem zmuszony przeprosić łowiącego obok pana i przecisnąć się między jego wędkami, by kontynuować hol. Można i tak.

Brzeg w tym miejscu jest wyjątkowo wąski,więc z trudem utrzymuję równowagę. Ryba nie odpuszcza. Teraz kieruje się do brzegu na którym stoję. Kilka minut kombinuję, by linka nie zaczepiła o zwisające do wody gałęzie płaczącej wierzby. Dopiero po kilkunastu minutach walki żonka podaje mi podbierak i mogę skutecznie zakończyć wspaniały pojedynek. Okazuje się być to największa ryba, jaką złowiłem na tym łowisku.

Były niezapomniane przeżycia, są fotki, będzie co wspominać.

One Response to Można i tak nr 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy