Mój SPOD – cz 1

Są takie sytuacje nad wodą, kiedy ponton lub łódka nie mogą być użyte podczas łowienia i nieodzownym, pewnym pomocnikiem okazuje się spod. Wielu z nas ma taką wędkę i z różną częstotliwością jej używa. Jest też spora grupa ludzi szczególnie młodych wędkarzy, która boi się spoda jak ognia, nie chce nim rzucać a jeśli przyjdzie im już rzucić odstawiają styl rozpaczy. Jak jest w praktyce nie raz widziałem to realnie nad wodą. Rzut, plum – chlap i jest … 50 metrów. Są też twardziele, którzy w teorii osiągają podczas rzutu niebotyczne odległości, twierdzą, że magiczna setka jest dla nich dystansem podstawowym. Powiedzmy.

Wszystko weryfikuje praktyka i chęć użycia takiej wędki. Jak to mój przyjaciel Cezar mawia (zresztą przeważnie ma rację), … bo rzucać to trzeba umieć. I można by w tym miejscu powiedzieć, że to fakt niepodważalny a w samym stwierdzeniu zawiera się wszystko, co związane z rzutem spodem. Jest jednak kilka rzeczy, które powodują, że rzut jest szybki, celny i odległy.

Mam dwa spody (chciałbym mieć jeszcze ze dwa takie same) Shimano Alivio BX 3,66 5,5lb. Lubię te monstra i jeśli jest możliwość lub potrzeba zabieram je ze sobą i używam. Według mnie kije naprawdę mocne z ogromnym zapasem mocy na całej długości a nie jak to się mówi – w dolniku. Co to jest ten zapas mocy w dolniku? Niech odpowie ten, co to wymyślił.

Moje kije mają moc wyciąganą z całego blanku i lubię nimi rzucać. Można w ogóle polubić rzuty spodem? Ja mogłem i polecam także innym. Warto umieć się nimi posługiwać i to w normie 101%. Dlaczego mówię, że 101%. Dlatego że większość użytkowników podczas rzutu myśli: czy to już maksimum tego kija, czy wystarczającej siły użyłem, czy nie przepakowałem rakiety itp. Co drugi boi się o palce. Szczególnie ten jeden – tak ten, na który teraz zerkasz – „palec grzebalec” J. Mamy, zatem kilka czynników, które powinniśmy wyeliminować na samym początku naszej przygody ze spodem.

Pierwszy to strach przed uszkodzeniem wędki – poprawny technicznie rzut to eliminuje, drugi to obawa przeładowania rakiety – każdy kij i tak ma lekki zapas mocy przy ugięciu i trzeci to myślenie o przecięciu palca – to niweluje zabezpieczenie opuszki i hamulec młynka.

Gdy dopracujemy te trzy rzeczy nasz rzut będzie idealny a po drodze nie będziemy gubić ziaren ani pellecików.

Moje spody są dla mnie idealne i uważam, że cenę rynkową, jaką w owym czasie posiadały dopasowano pod prawie każdy portfel. Jak to z Shimano bywa każda pierwsza seria wędek  wychodzi im najlepiej więc i z Alivio im się udało. Miałem możliwość testować też kolejne modele tego spoda, ale poszukiwanie doskonałości kosztem grafik i złotych nitek na blanku mnie nie przekonało, że kolejne są lepsze. W tym przypadku kolorowy marketing im nie wyszedł.

Tak więc do dziś używam pierwszej serii w połączeniu z big pitem Shimano lub Tica, do tego moja ulubiona strzałówka Sänger Anaconda Surround 0,27 i największych rakiet TB. Nie używam tzw. spombów, bo nie lubię się chlapać po wodzie żeby rzucić 5 kulek albo pół garści kukurydzy. To jest dobre do puszczania kaczek na wodzie przy użycia spoda. Nie neguję, że to jest złe i ktoś to woli, ale ja preferuję heavy niż popelinę.

Materiały strzałowe z linką główną łączę zawsze za pomocą węzła o nazwie Mahin Knot. Znacie go zapewne, sam węzeł nie jest trudny, ale jego wykonanie powinno być jak najbardziej staranne i idealne. Co oznacza idealny? Ja robię go tak, aby uzyskać długi stożek, jak najmniejszej średnicy na początku. Na zdjęciu, poniżej które wylukałem w googlownicy jest przedstawiony prawie idealny. Ten ze zdjęcia to chyba dzieło Janka Zawady aktualnie testera firmy Mikado. Czy go sam wiązał – nie wiem, ale moje podobają mi się bardziej. To jednak fotka poglądowa obrazująca sam węzeł. Dlaczego akurat Mahin Knot. Bo jest optymalny do zejścia ze szpuli, nie obciąża pierścieni przelotek, nie bije po nich i najlepiej się po nich „ślizga”. Do tego jest wytrzymały, choć przy rzutach spodem nie to jest najważniejsze. Po prostu ten węzeł przy połączeniu żyłki z Surround jest bardzo cienki. Ja nie kleję go niczym dodatkowo, bo jest to dla mnie zbędne. Jedynie pozostawione wąsy staram się ugłaskać tak, aby przylegały do linki głównej.

Przerabiałem sporo materiałów na strzałówki poprzez grube plecionki, które się strzępiły albo mocno hamowały rzut poprzez grube mono albo, jak kto woli fluorocarbony, które nie pozwalały na wiązanie węzłów minimalnych a do tego były sztywne, sprężynowały i odkształcały się. Doszedłem do strzałówki, która jest dla mnie optymalna i którą mogę polecić. Tutaj relacja cena, jakość jak w przypadku wędki jest rewelacyjna.

Teraz o młynkach. Używam starego modelu, BBLC lub zamiennie Tica Scepter. W obu kołowrotkach w przypadku podpinania pod spoda szpule muszą być wypełnione żyłką prawie na maksa. Dowiązanie strzałówki nie powoduje jej spadania a szczególnie, kiedy jest ona mokra. Po skonstruowaniu węzła nawijam na szpule od pięciu nawet do dziesięciu pełnych obrotów korbką młynka. Ktoś powie, że to dużo albo marnotrawstwo plecionki. A wcale nie, – bo według mnie tak ma być i to ma sens. Jak nie chce mi się liczyć obrotów korbką odmierzam do trzech długości kija – wystarczy.

Powiem teraz, dlaczego tak dużo nawijam. Albo nie, bo będzie za dużo materiału jak na część pierwszą. O tym, dlaczego tak i najlepiej tak – w kolejnej części. Zapraszam.

PS. Ostatnio na zawodach karpiowych jeden z moich nowo poznanych kolegów stwierdził, że rzucanie spodem to prawie to samo, co rzuty z materiałami, PVA. Niestety – z przykrością stwierdzam, że to dwa odmienne światy, w których rzucamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy