Jesień in plus 20

Takiej zasiadki w tym roku jeszcze nie miałem a jak sobie do tego usiłuję przypomnieć sezony poprzednie – także nie pamiętam. Pogrom w ilości ryb, jaki zafundował mi mój wieloletni partner w karpiowaniu miał właśnie miejsce teraz – w listopadzie. Łączna ilość złowionych przez nas ryb wyniosła 33 sztuki, ale moje było tylko sześć rybek. Jak na czas jesienny to bardzo dużo a do tego ryby biorące z głębokości 3 metrów do płytkiego metra to już całkiem dziwne. Jadły od rana do wieczora oraz w nocy. Miały oczywiście i przerwy tak jak i ja.

Moje prawdziwe wędkowanie zaczęło się dopiero po pełnych 24 godzinach łowienia. Moje zestawy „kwitły” w wodzie zaś kumpel łoił ile wlazło. Średnia pierwszego dnia wyniosła u niego jakieś 9kg, ale wyniosła. Moja zerowa norma trwała nadal. Jego 11 sztuk pierwszego dnia i moje głębokie zero poza trzema pustymi braniami. Pomału nie było mi do śmiechu, ale …

Nic to jednak. Trzeba było robić dalej za podbierakowego. Mówiłem tylko, że mnie wystarczy jeden porządny strzał podczas tego wypadu i będę spełniony. Lepiej iść, w jakość mówiłem. Razem żeśmy z tego lali, ale strzał stał się faktem. Chciałem, aby tej zasiadki siadło u mnie coś grubego.

O poranku wywiozłem swoje zestawy pod upatrzone drzewo. Nadal to samo, pod którym wcześniej leżały zestawy całą dobę. Zmieniłem jednak aromat. Starego i „wyleniałego” Seret Agenta zastąpiłem kulami, na które w tym sezonie łowiłem najmniej. Najmniej – oznacza najmniej złowionych ryb. Założyłem, więc Swan Mussel & Crab. To naprawdę bardzo ciekawy aromat. Trafione połączenie i jak się okazało skuteczne. Niewielka dawka nasion i pelletu RH Halibuta 6mm dopełnia wywózkę. Teraz siadam i czekam.

To tak się tylko mówi jak Andrzej dalej swoje robi robotę i łoi karpeny, które nazwaliśmy spinakery. Tylko, dlatego że zamykały się w wagach między 8 a 13kg. Stały scenariusz u niego a u mnie cisza, która trwała już 2 godziny od wywózki.

Nadeszła jednak i moja godzina.. Punktualnie o 10 hanger dokleja się pod kij a sygnalizator wydaje z siebie jedno jęknięcie. Cisza i patrzę jak żyłka delikatnie przycina taflę wody, ale roli brak. Nie ma tych piskliwych startów, jakie ma kompan przy spinakerach. Podnoszę kij bez zbędnego docinania i czuję jazdę.

Najpierw w przód za drzewo tak abym już zaczynał się bać. Czuję jak żyłka trze o konar. Odbija jednak w lewo i dostojnie bez żadnego zrywu żyłka pisze wzory na wodzie. Długie, ale już jednak coraz bliżej mnie. Przechodzimy po raz kolejny pod kijami, bo ryba zawija w prawo. Teraz tam w spokojnej zatoce robi, co chce.

Nogi mam lekko miękkie, ale czuję, że to ryba większa i zacna. Żadnych szarpnięć tylko odczucie cielska, jakie przewala się w wodzie. Boję się o hak, bo nie jest gruby. Oby to nie był mój błąd.

Ryba nadal ciągnie a my obaj w ciszy patrzymy gdzie zmierza. W pewnej chwili zawirowała woda. Jeszcze bardziej zaczynają mi się trząść łapki. Za moment ponownie, ale tym razem ukazuje się piękny pomarańczowy ogon a mnie kolana już się tak trzęsą, że chyba wolałbym usiąść.

Niestety trwoga musi jeszcze potrwać. Dźwigam, pompuję i ciągnę do siebie. Wir jeden i drugi i trzeci. Coraz bliżej i coraz ciężej. Jeszcze kilka metrów. Jak one się teraz cholernie wydłużyły. Czas leci, czas trwa a ja czekam. Wreszcie koniec. Mam moje upragnione cielsko w podbieraku.

Myślę – już jestem spełniony. Tylko zważę i już mogę się cieszyć. Szacuję kabana na 18kg, ale kumpel mówi – ma więcej. Jakie było by moje szczęście gdyby się nie mylił?

Ryba z podbieraka, który obaj niesiemy ląduje w macie. Wypełnia całą kołyskę a ja nadal trzęsę się jak osika. Zapinamy wagę. Raz góra i drugi i poprawka z braku wiary o pokazaną wagę. Reset na drugiej wadze i ponownie góra. Andrzej już się cieszy, bo widzi ja nadal nie wiem ile i szlag mnie już trafia a do tego te nadal trzęsące się nogi – to też mogło by się już skończyć.

Pokaż wreszcie a nie załamuj mnie – mówię krótko. Odpowiada – no to masz już luzzzz, bo jest 20+.

Nie wierzę ale po kolejnym ważeniu wynik wynosi 20,15kg i jest to jak do tej pory moja najcięższa ryba tego sezonu. Piękny golec, waleczny i naprawdę gruby. Swan Mussel & Crab – myślę, że teraz jesienią jeszcze częściej go założę na włos.

Pozdrówka KRON

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy