Dwa „luje” R-Agenta

Takie nocki i poranki w okresie jesiennym chyba chciałby mieć każdy. Ja chcę, choć można to powiedzieć w cudzysłowu, bo nieraz w sezonie jest na odwrót. Może i tak, ale jednak czekamy na jesienne, kabanki z utęsknieniem. Branie w nocy czy nad ranem aż tak mocno nas nie denerwuje a najczęściej cieszy, bo jest ta nadzieja, że …. oto teraz właśnie wziął nam ten duży luj 🙂

Miałem taką nockę i ja. Jesień w pełni i to ta najpiękniejsza. Kolorowa i ciepła. W dzień słonecznie a nocą mgliście, choć nie najzimniej. Jak człowiek sobie taką jesień wspomni w styczniowe mrozy to będzie za nią tęsknił. Ja na razie nie tęsknię, bo pomału spełnia się to, co zauważyłem niedawno.

Moja doza szczęścia końcem sezonu staje się naprawdę spora. Jakoś się ostatnio tak dzieje, że łowię rzadziej, ale za to bardziej treściwie. To zapewne ta jesień, choć ryba bierze jeszcze nawet z płytkiej wody. Te dwa luje, jeden z nocy a drugi zaraz po wstaniu słoneczka dały mi nieźle popalić. Ale jak to się stało opowiadam poniżej.

Muszla i krab na jednym zestawie zaś drugi kij będzie łowił na R-Agenta. Takie małe i śmierdzące urozmaicenie, aby nie łowić monotematycznie. Mimo że moja wcześniejsza ryba z zasiadki była zacnej wagi nie stawiam wyłącznie na jeden aromat. Wątroba raz proszę i muszelki z krabem dwa do tego. Tak łowię tym razem. Tylko znikoma dawka ziaren idzie do wody pod wieczór. Potem już tylko całe i kruszone kule z pelletem. Hak totalnie mały nr 4, kształtu wybranego o ostrości kosmicznej wykuty z drutu grubego. Tak się zrymowało, ale haki tym razem grubsze abym nie trząsł nogami niepotrzebnie czy wara wytrzyma czy pyska druciak nie potnie.

Oba zestawy na jakieś 80 metrów w linii prostej. Na trzech metrach jest zatopione drzewo. Mam to gdzieś skoro łowię na Lucky Lucka z łapami prawie na dolnikach. Tak siedzę i czekam.

Ciekawym jest to, że w listopadowe popołudnie po 16-ej jest już noc a czas się dłuży oj dłużyyyyyy 🙂 Na to akurat nic nie poradzę, dlatego siedzę w chłodny wieczór ile się da przy kijach.

Tak mija czas kolacji i kawy i nastaje chwila, w której myślę czy już mam spać (21 godzina) czy jednak przemóc się po przestawianiu niedawnym zegarków i siedzieć dalej? Robie jedno i drugie. Siadam w namiocie i zapuszczam sen na jedno oko. Da się 🙂

Gdzieś w okolicach 23 nocą mam ciche pik. Niebieskie światło Rx-a ładnie kładzie niebieski dywan na ziemi w moją stronę. Czekam. To tylko jedno pik. Tiaaaa niedawno też było tylko pik i kaban się przyplątał. Podchodzę do wędek i widzę, że lewa żyłka jest mocniej napięta. Zapalam światło i lukam na szczytówkę a potem żyłkę za nią, która delikatnie rusza w przód. Ponawia się delikatne pik i teraz nie pozostaje już nic jak podciąć.

Jednak coś tam wisi na końcu, bo już czuję jak żyłka szoruje po podwodnych konarach. Próbuję przeciągania na swoją stronę. Przypomina mi się lina i zawody urodzinowe Duxona. Tutaj się nie da przegrać – nie mogę. Holuję rybę do siebie. Zero plusków i chlapnięć do tego żadnych zrywów tylko ciąganie w tą i spowrotem. Jakiś czas to trwa. Powoli jednak widzę znacznik na żyłce i zawijam go na „bęben” młynka. Jeszcze kilkanaście metrów i poznam smakosza R-Agenta. Już go widać w świetle latarki. Zdaje się mieć kilka kilo ponad dyszkę, ale waga potwierdzi za moment. Pyk w podbierak i jest.

Waga pokazuje 14,30kg gołego kapra. W dobrej kondycji po sesji wraca do wody. Teraz czas na drugi kij. Tam jednak nic się nie dzieje. W ogóle do świtu nic się nie dzieje. Słychać pojedyncze pluśnięcia i potężne pieprznięcia bobra tuż po północy. Łysy doświeca już końcem rogalika i bardzo mało i krótko go widać.

Ściągam około trzeciej nad ranem oba zestawy i w komplecie z siatkami PVA rzucam w otchłań dwa zestawy na R-Agenta. Teraz pozostaje już tylko poczekać.

Drugi luj bierze o świcie. W zasadzie jest już jasno, ale mgliście. Nocą zestaw posłałem za daleko i wiem, że zza drzewa tego smyka nie dociągnę. Zaczyna się cyrk i hol z pontonu. Lubię to, ale nie na maksa. Jak już siedzę w tym pływadle to przeciwnik mógłby mieć, choć więcej od poprzednika.

Płynę w przód a w zasadzie ciągnie mnie do siebie ten na drugim końcu. Kręci pontonem, co rusz w lewo a potem w prawo. Pikuje w dół a potem zrywa do przodu. Kilka razy sam chyba ładuje łbem w drzewo, bo nawraca jakby się odbił od ściany. Mija jakiś czas sam nie wiem ile, ale męczę się z nim już dość, dość. Podnoszę swój kij (na pontonie warto jednak te 3, 30 kije mieć – póki co nie mam) a on trzeszczy. To dźwięk nie za bardzo przyjazny uszom karpiarza. Dźwigam drugi raz i kolejny. Ryba już do podbieraka a ten kręci ze mną kolejnego bączka na wodzie. Jestem zmęczony. Jest mi na wodzie w tej mgle trochę zimno, ale ta zabawa z drugim lujem jest jednak gorąca. Po raz kolejny dźwigam go a on ponownie ma to gdzieś. Do tej pory ryby dokładnie nie widziałem, ale ten enty raz i podniesienie teraz pozwala mi już stwierdzić, co mną kręci.

Pełnołuska torpeda, która momentalnie spowodowała drżenie rąk i obawy. Jak do tej pory ja dyktowałem warunki, ale teraz ryba też ma swoje szanse. Człowiek pod nosem mamrocze swoje mantry i prosi o pomoc. Tylko, kogo? Ostatnia decyzja o zaprzestaniu pompowania. Trzymam kapra na sztywno dotąd aż sam podejdzie pod górę. Kilkanaście minut i wykłada się na powierzchni. Już nie pikuje w dół. Mam wreszcie moją złotą torpedę mojego chuligana. Teraz płynę spowrotem i myślę, że jestem szczęśliwym łowcą tego dnia.

Dwa brania i dwie ryby. Średnia pierwsza i naprawdę spora druga. Ląduję karpia do maty i widzę, że on zmęczony i ja mocno zasapany. Ostatnia czynność i ważymy.

Mój karp który dał mi mocno popalić ma 17,35kg, jest pełen pięknych, ogromnych łusek. Jest naprawdę śliczny. Miałem wrażenie, że przy sesji też czekał aż powiem wystarczy i puszczę go spowrotem, bo ani raz nie fikał. Spokój. Pozostało tylko dać cmoka i pożegnać się z łobuzem. Narobił mi roboty, ale to zajęcie był naprawdę fascynujące, choć męczące.

Pozdrówka KRON

Ps. Luj – to także łobuz i chuligan no i takie moje dwa kapry są 🙂

One Response to Dwa „luje” R-Agenta

  • Wąsaty says:

    Cytuję z internetu:
    „Słowo luj posiada 7 synonimów w słowniku synonimów. Synonimy słowa luj: obwieś, żul, męt, menel, lump, margines społeczny, chuligan”

    Kurde, takie fajne kapry, a tak brzydko je łowca przedstawia.

    A tak serio – wielkie graty za jesienne wspaniałe ryby na Twojej macie.
    Tak trzymaj Krzysiu. Pozdrówka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Partnerzy