Dla takich chwil

Tym razem na miejsce naszej zasiadki wybraliśmy zatokę, w której jest stosunkowo dużo ciekawych miejsc do położenia zestawów. Jest płycizna przy prawym brzegu, okolice przyniesionej i porzuconej przez powódź barki, płytka zatoczka i zatopiony w pobliżu konar, przeciwległy brzeg obstawiony metalowymi słupkami z rozpiętą między nimi liną, a także ogromny pień drzewa wystający z wody naprzeciw naszego stanowiska. Stosunkowo równe dno zapewnia także możliwość łowienia z rzutu na chybił – trafił. Po wstępnym rekonesansie stwierdziliśmy, że właśnie wyciera się płoć. W wielu miejscach przy brzegu woda niemal gotowała się od pochłoniętych miłosnym aktem ryb. Zdaliśmy sobie sprawę, że w znacznym stopniu może to wpłynąć na osiągane przez nas wyniki. Pierwszy karpik zameldował się na macie po kilku minutach od wywiezienia zestawów, było więc pewne, że o kiju nie wrócimy. Brania były dość regularne, a do naszego notesu trafiały kolejne zapisy dotyczące wagi łowionych ryb i stosowanej przynęty. A my wciąż na coś czekaliśmy.
Kolejny niewielki karp na brzegu, perspektywa konieczności ponownego wypłynięcia w dość trudnych warunkach. Plecy zaczynają boleć. Podejmuję decyzję by na jedną z wędek połowić z rzutu. Mały bałwanek trafia ok. 25m od brzegu. Na branie nie czekam nawet zbyt długo. Jest przyklejony do wędki swinger, podniesienie kija i zaczyna się zabawa. Kilkanaście minut ostrej jazdy z przekładaniem wędek i pięknymi długimi odjazdami przy dźwięku grającego kołowrotka. Staje się jasne, że walczę z jesiotrem. Piękna walka, piękna ryba. Ale co ciekawsze okazuje się, że prawdopodobnie myśmy się już z tym „panem” niedawno widzieli. Waga wskazuje 12,5kg i różni się tylko nieznacznie od wagi ryby złowionej w marcu. Fotki gotowe, ryba odpływa, a ze mnie jeszcze przez dłuższą chwilę odpływają emocje. I to jest to!


Po dłuższej przerwie w braniach postanawiamy zmienić taktykę. Wszystkie nasze zestawy lądują pod drugim brzegiem. Są pierwsze efekty. Koledze sprawdzają się nawet największe przynęty. Na matę trafia pierwsza trzynastka. Jest jedenastka i coś „koło dychy”. Ja pozostaję przy łowieniu na drobno. Czekam na pierwszy w tym dniu odjazd I wreszcie jest branie spod słupka. Od razu czuję fajny opór na kiju. Ryba płynie w kierunku zwalonego drzewa. Wszystko wydaje się być pod kontrolą. Nagle czuję jednak , że żyłka trze o jakąś zawadę. Po chwili jestem już pewien, że jedyną szansą na wyholowanie ryby jest wypłynięcie po nią. Kolega wrzuca do łodzi podbierak i zaczyna się droga przez mękę. Wędka między kolanami, pracuję raz jednym, raz drugim wiosłem pamiętając o systematycznym napinaniu żyłki. Wiatr i sposób wiosłowania powodują, że do przodu poruszam się bardzo wolno. Pozytywne jest jednak to, że wciąż czuje rybę na kiju. W końcu dopływam w miejsce, gdzie ugrzęzła moja linka. Kolejne próby uwolnienia jej nie dają jednak rezultatu. Postanawiam zanurzyć szczytówkę wędki i przesuwać ją w pobliżu dna. Zaczep nagle puszcza, a ja zdaję sobie sprawę, że moja ryba jest kilkanaście metrów ode mnie. Teraz mógłbym walczyć już tylko z nią, gdyby nie silny wiatr i fakt, że moja zdobycz zbliża się do zatopionego drzewa. By ułatwić sobie hol stoję na niezbyt stabilnej łodzi i wykonuję różne akrobacje, by jednocześnie nią sterować. Ryba robi ze mną i z łodzią co chce. Następne kilka minut to balet na wodzie, który z pewnością, gdyby go sfilmować dostarczyłby niejednemu ciekawej rozrywki. Mnie tam do śmiechu nie jest. Jestem upocony, wszystko mnie boli i myślę tylko o tym, by wreszcie zobaczyć mojego przeciwnika. Mijają kolejne minuty ostrej walki. A potem zupełnie niespodziewanie po kilku kolejnych odjazdach i młynkach mój piękny pełnołuski wyłania się leżąc na boku i w tej pozycji majestatycznie wpływa do podbieraka. Teraz już tylko pomału do brzegu, a ja długo jeszcze czuję bolące mięśnie i buzującą adrenalinę Niby żaden rekord, ale te niecałe dwanaście kilogramów żywej wagi pozwoliło mi przeżyć niezapomniane chwile.

Dla takich chwil warto czekać na kolejną zasiadkę, warto stracić nawet sporo czasu na przygotowania, warto także przesiedzieć niejedna godzinę w oczekiwaniu na kolejne branie.
PS Fotki kilku innych wyholowanych podczas tej zasiadki zacnych zdobyczy trafiło do galerii Jurka o TUTAJ 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy