Czarownica – czyli jak tu nie wierzyć w gusła

Piórkiem i węglem … mojego przyjaciela, który jakiś czas temu miał dziwną i zarazem dość śmieszną przygodę nad wodą. Mam nadzieję, że z humorem napisany tekst przypadnie czytelnikowi do gustu. Ja mam nadzieję że takiej czarownicy nad wodą nie spotkam a i fatum mnie nie dopadnie 🙂 Oto jak się sprawy miały. Zapraszam do lektury

Spędzamy  urocze chwile nad karpiówkami na naszym ulubionym łowisku. Pełen komfort, karpiska biorą regularnie. Sąsiednie stanowiska wolne, cisza spokój, a my mamy przed sobą jeszcze weekend na innym ciekawym łowisku. Żyć nie umierać! 

 

Sobotnie przedpołudnie. Kolejny karp na macie. Ważenie, fotka i ryba wraca do wody. Mój partner dokonuje w notesie następnego wpisu do statystyki.  Na sąsiednie stanowisko podjeżdża osobówka. Para młodych ludzi przenosi rzeczy do przyczepy. Tylko on okazuje się karpiarzem.  Jego zestawy dość szybko lądują w łowisku. Wkrótce poznajemy się i wymieniamy parę zdań. Ona daje się poznać jako bardzo otwarta i chętna do rozmowy. Z tego co pamiętam do wieczora gości u nas jeszcze kilka razy.

 

My nadal mamy brania, sąsiad siedzi o kiju. W nocy oboje przychodzą oglądać naszą kolejną zdobycz. Ona bardzo by chciała by On wreszcie coś złowił. Oczywiście duże coś.

 

Rano Pan uzbraja spławikówkę i jego partnerka idzie łowić na inne łowisko. Efektów u obojga brak.

 

U nas kolejne branie i udany hol. Ryba jest imponująca, robi wrażenie.  Sąsiedzi czynnie nam kibicują, przeszkadzając wręcz przy  ważeniu i fotografowaniu pięknego golca. Waga wskazuje ponad 17kg. Zdobycz szybko wraca do wody.

 

Ona stwierdza z wyrzutem, że to niesprawiedliwe, że tylko my łowimy. Przyjmujemy to bez komentarza i wracamy do swoich zajęć. Wygląda jednak na to, że oboje mamy tej pani dość.

 

Przerzucam swoje zestawy. Zaczynamy się pakować. Kończymy wyjątkowo udaną zasiadkę.

 

Jestem przy samochodzie, gdy następuje kolejny odjazd i czerwony swinger skacze w górę. Reaguję dość szybko i czuję coś ciężkiego na kiju. Ryba kieruje się w prawo i wysuwa żyłkę ze szpuli. Po chwili czuję opór i tracę bezpośredni kontakt z karpiem. Co to?  Zaczep, tutaj? Tu nigdy nie było żadnego kołka? Sąsiadka oczywiście znów coś komentuje, ale staramy się tego nie słyszeć.Po kilku nieudanych próbach uwolnienia zestawu dziwne rozwiązanie przychodzi mi do głowy. Kładę wędkę na statywie i włączam wolny bieg. Może sam wyjdzie?

 

Jeszcze dobrze nie opadły emocje, gdy słyszę pisk drugiego sygnalizatora. Podnoszę kij i … siedzi! Ta ryba kieruje się również w prawo.  Niewiele mogę zrobić. Po chwili czuję luz na kiju. Linka przetarła się o tą wcześniej uwięzioną w kołku. W głowie plątanina złych myśli. Co ja robię, co się dzieje, co za pech? Nerwowo zwijam wędki, zrywając uwięziony wcześniej zestaw. Jestem wściekły. Fajnie kończę  wyprawę.

 

Po kilku godzinach docieramy na drugie łowisko. Jest wczesne popołudnie. Spokojnie rozkładamy sprzęt. Tutaj wolno pływać, więc szykuję łódkę do wywozu. Stanowisko wąskie jak na dwie osoby, więc trzeba trochę pokombinować, jak postawić statywy. Czuję, że coś mi to moje karpiowanie nadal nie idzie. Zaplątuję się nogą we własną żyłkę, pęka mi zakładana kulka, nie mogę odpowiednio zamocować backlead’a. Przypominają mi się zerwane rano karpie. Nie wiem dlaczego staje mi przed oczami zazdrosna o brania sąsiadka. Czyżby zauroczyła?!

 

Okazuje się, że to co było, to dopiero początek pecha. Za chwilę potrącona, wypełniona zanętą  i zestawami łódka zsuwa się z pomostu i wpada do wody. Nic nie mówię, ale na usta cisną mi się coraz gorsze słowa: czarownica, jędza, nie mówiąc już o tych bardziej dosadnych. Klątwa działa. Mam piękny odjazd spod brzegu. Po chwili ryba ląduje w zaczepie. Znów mam tą zołzę przed oczami. Po kilku godzinach w ten sam sposób tracę kolejnego karpia i zestaw.

 

Nie wytrzymuję, puszczam niecenzuralną wiąchę i mówię partnerowi o moich odczuciach dotyczących czarującej czarnowłosej. Śmiejemy się oboje, ale tak naprawdę to mi wcale nie do śmiechu. Ja już do końca tylko latam z podbierakiem. Najpierw podbieram partnerowi 15-tkę, a niedługo potem uroczą 16-tkę. Tą część zasiadki kończę o kiju.

A kysz zjawo nieczysta, a kysz!  I jak tu nie wierzyć w gusła? A kysz! A kysz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Grudzień 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Partnerzy