Chciałem, więc mam … tak jak kiedyś – cz 1

 

Od dawna chciałem wrócić na jedną z moich ulubionych żwirowni żeby jak za starych dobrych czasów wypracować sobie miejscówkę, która może mi dać ryby a która dawno, dawno temu robiła to często. Nie liczyłem na cuda, ale miałem nadzieję, że podwodna półka na 120 metrach, na której kilkanaście lat temu łowiłem nadal bywa stołówką karpii. Chciałem w ciszy i w spokoju rozkoszować się widokami, jakie kiedyś były u mnie na porządku dziennym i wrócić tam gdzie to moje karpiowanie miało swój początek.

Stałem w wpatrzony na drugą stronę i zadawałem sobie pytanie – przypłyną czy jednak nie?

Nie ma nic za darmo. Trzeba było popływać i ….

Ehhh te nowoczesne bojki są niezastąpione. Wypadało, zatem posiać i brać się za resztę spraw.

Pomyślałem, że czas wakacji będzie dobry żeby popływać, posondować, czymś podsypać i wyczekać starego karpia. Tak też uczyniłem i uderzyłem z ogromnym zapałem nad wodę. Dotarłem i widok, jaki zastałem był lekko księżycowy. Wiedziałem, że w obrębie zbiornika trwają prace budowlane związane z usypywaniem wału przeciwpowodziowego. Nie liczyłem jednak, że są aż tak drastyczne. Woda, którą tak uwielbiałem dziś jest częściowo zasypana a w planach jest dalsze ograniczanie lustra wody.

Po małym rozczarowaniu i chwilowym rozeznaniu terenu odnalazłem moje stare miejsce. Teraz ciężko tam wjechać, choć nie ma takiej potrzeby. Kilka metrów tę moją karpiową hurtownię sprzętu można donieść. Tak wiec jestem. Na pierwszy raz tylko przywitanie z wodą. Mija dobra chwila zanim w pamięci doszukałem się, które to drzewo było moim markerem. Ale widzę je, nadal stoi, choć dziś lekko nachylone nad wodą, zatem … ponton, echo oraz stukadło i do pracy.

Dzidy ustawione i prawie po angielsku.

Słodka focia, bo cieszą mnie nowe zabawki.

Mały dyskomfort na początku dał mi odczyt z echa, na którym nie było widać żadnych oznak życia. Mam na myśli karpie lub ogólnie jakiekolwiek ryby. Pływałem i pływałem a echo jak zaklęte milczało. Pomyślałem dno widzę a ryb ani widu ani słychu. I tak pół dnia do momentu aż w ciemno postanowiłem w tej wodnej pustyni postawić znacznik i podsypać. Lekko mnie to martwiło, ale spróbować musiałem. Więc Atropa mountain dew stanęła w wodzie na jeden dzień. Naginam się za burtę pontonu tak żeby ją schować pod lustrem wody i słyszę … pik. Nawet nie zareagowałem a tu znowu pik. Szybko zerkam i o to widzę symbol rybki. Za moment drugiej i trzeciej i zaczynam dłużej patrzeć na monitor echa. I ponownie widzę symbol ryb a łącznie jest ich osiem.

Celowniki wyregulowane. Pozostaje czekać.

A ona siedzi i patrzy, kto się tym razem wbił na jej teren. Dobra z niej artystka.

Dziwne jest to, że podpływają do mnie one a nie ja napływam na nie. Znam tę ciekawość i może błędny, ale wyciągam wniosek, że to sumy ciekawi plusk wody na powierzchni. Może – ja jednak wmawiam sobie na siłę, że to karpie. Wmawiałem sobie to przez cały czas, jaki spędzałem w weekendy nad tą wodą.

Dziś jednak tylko marker, trochę futru i odpływam na dłuższą chwilę. Ale nie do domu. Wracam tak samo ciekawy jak te rybska pod pontonem. Teraz widzę, że to stado jest dwa razy większe i znowu pytanie, … co to za rybska. Spływam już z wody i bardziej zadowolony wracam do domu.

Tak mnie w ten upalny dzień wzięło na trening aparatem.

Jak widać mam okupanta. To ona będzie dzielnie pilnować wędek.

Planowałem, że będę sypał futer 3 razy w tygodniu a siadał w weekendy. Tiaa … dobrze pomyśleć, ale kto wysiedzi w domu? Trudne do wykonania. Po pierwszym sypaniu piątkowym siadam już na nockę w niedzielę. Tylko jedna przed pracą. Ahhh ten piękny widok na czarne niebo po upalnym dniu. Nic tylko leżeć i marzyć a czasem powspominać. Upał przez cały dzień był taki, że nawet komary nie gryzą ze zmęczenia. Siedzę, więc sobie i czekam.

Czas założyć próbną przynętę przed wieczorem. Zatem wisi mega tutti frutti.

Kto nie zalicza wieczornej kawy ten nie ma czym rano z emocji śi…

Wcześniej widziałem, że pod markerem pustynia w rybach, ale noc rządzi się swoimi prawami. Niewielkie ochłodzenie wody wyrwie rybska z dołów na wędrówkę za pokarmem. No ba – przecież muszą zjeść FF RH i Mega TF RH. No nie może być inaczej. Ale póki, co siedzę i wsłuchuję się w ciszę nocy. Na luzie. I może tak do samego rana by było gdyby nie pik i jasny niebieski blask sygnalizatora. To pojedyncze pik tak krótkie, ale aż tak mocno elektryzujące. Pomału wstaję i patrzę jak ładnie oświetloną mam drogę pod kije. Ale światło to za chwilę gaśnie, więc i ja minimalnie też. Odwracam się chcąc usiąść w fotelu i ………… pik, piiik, piiiiiiiiiiiiiiiii – to się nazywa rolada. Więc tniemy.

I taki oto gigantus zaszczycił mnie tak szybko. Można powiedzieć – ścigacz.

Ryba – jest karpik. Jak na początek niewielki, ale ważne, że się pokazał, pobrał i przegrał. Ja także, bo pierwsze zdjęcie, które miałem wykonać przerosło mnie, dlatego jest takie jak widzicie. Pokonał mnie samowyzwalacz a nie miałem zamiaru odpuszczać wiec fota, jaka jest każdy widzi.

Teraz pozostało czekać tylko świtu i snuć kolejne plany. Może trafi się coś większego, potężniejszego? Kto wie – ja wiem.

Nic to jednak z tym, co miało mnie czekać już niebawem. Poczekajcie ze mną, bo warto. Pozdrawiam KRON

Cdn.

One Response to Chciałem, więc mam … tak jak kiedyś – cz 1

  • Wąsaty says:

    Budujesz napięcie jak Hitchcock, więc oczywiście z niecierpliwością będziemy czekać na kolejne odsłony twojego opowiadania. Suuuuuuper!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« Sie    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Partnerzy